Wygląda na to, że wiosenno-jesienne dni odeszły już w zapomnienie. Od zawsze koniec października, a początek listopada kojarzy mi się z wejściem w najbardziej ponury okres jesieni. Ogołocone drzewa, opadnięte, złociste liście wymieszane z błotem i szybsze końce dni. To ten czas, w którym uwielbiam zaszyć się w salonie, z książką, kubkiem herbaty i ciepłym kocem. Koniecznie przy tlących się świeczkach i akompaniamencie YouTuba grającego jazzowe playlisty. By the way, jeszcze kilka lat temu nie pomyślałabym, że jazz i blues będzie jednym z typów muzyki, które będą wzbudzać we mnie tak przyjemne uczucia. To już starość? Czy raczej rosnąca potrzeba spokoju?

Stylizacja z brązowym trenczem na jesień
Kalosze z Decathlon w stylizacji
jesienna stylizacja

jeszcze kilka lat temu nie pomyślałabym, że jazz i blues będzie jednym z typów muzyki, które będą wzbudzać we mnie tak przyjemne uczucia

Całe szczęście zdjęcia do dzisiejszego wpisu udało się jeszcze zrobić w czasie kiedy było odrobinę cieplej niż dzisiaj. Z racji tego nie zobaczycie mnie pod kocem z książką w ręku. To raczej jeden z elementów mojej prywatności, którymi, niechętnie się dzielę. Może kiedyś się to u mnie zmieni? Zawsze staram się we wpisach umieszczać zdjęcia stylizacji. Przez co nie wiedzieć czemu, czuję jakby presję pokazywania ciągle czegoś nowego. Nowych ubrań, nowych butów, nowych stylizacji. Z samego początku publikując podobne do siebie stylizacje, obawiałam się stwierdzenia „powtarzasz się”, „to już było”, „nic nowego”. Zupełnie tak jakby prowadzenie bloga modowego, równało się z nakręcaniem rynku, poprzez polecenia co rusz nowych, czasem nawet niesprawdzonych produktów.

Kilka dni temu, kiedy szukałam brązowego płaszcza, takiego na wzór od MaxMary, ale w bardziej przystępnej cenie, znalazłam płaszcz wełniany w Zarze. Wypisz wymaluj, kolor i model — idealny! Zupełnie taki, jaki chciałabym mieć w swojej szafie, nie robiąc tym samym, żadnego uszczerbku na moich oszczędnościach. Zamówiłam go bez zastanowienia. Miałam wielką nadzieję, że będzie tak dobrze wykonany, jak ten z wpisu OOTD. W tamtym momencie nie myślałam o tym, że może być lichej jakości. Tak nakręciłam się na ten konkretny model, że nie dopuszczałam do siebie nawet możliwości tego, że będzie wyglądał tanio i tandetnie. Niestety, po odbiorze paczki i jego przymierzeniu, moje wszystkie nadzieje prysły. Płaszcz, który byłby idealnym płaszczem na jesień, okazał się być wykonany gorzej, niż moje pierwsze amatorskie projekty, które szyłam. Wystające nici przy kołnierzu, wyglądające jakby obrobione tylko overlockiem, a na dodatek nierówne. A szkoda, bo gotowa byłam nosić go przez kolejne kilka sezonów.

Ten konkretny model, którego nie poleciłabym nikomu, można dostrzec na każdym możliwym kolażu stylizacyjnym, na Instagramie. O ironio, najczęściej publikowanym na kontach, których właścicielki bardzo głośno mówią o jakości odzieży oraz o tym, że lepiej inwestować w te lepsze i sprawdzone produkty. Dlaczego zatem, na każdym kroku jestem bombardowana „reklamami” produktów, które, dość często, koło jakościowych nawet nie leżały? Czy to napędzanie zrównoważonej mody, polecajkami produktów lichej jakości, dalej jest zrównoważoną modą? Bo odnoszę wrażenie, jakby rodził się CapsuleWardrobeWashing. Nieważne jakiej jakości, ważne, że pasuje do wszystkiego.

Trencz – Massimo Dutti,
kardigan – H&M,
lniana koszulka – H&M, bardzo stara kolekcja,
jeansy – Arket,
buty – Decathlon,
torebka – Louis Vuitton,

stylizacja na jesień
stylizacja na jesień z kardiganem z H&M
jesienna stylizacja z trenczem