Oszczędzać, przestać liczyć się z czyimiś oczekiwaniami, zwrócić uwagę na swoje zdrowie ćwiczyć minimum dwa razy w tygodniu. Jak zapewne wiecie, moje noworoczne postanowienia, podzieliłam w tym roku na kwartały (pisałam o nich w tym poście). W pierwszym chciałam skupić się na trzech ważnych dla mnie aspektach, moim zdrowiu i ćwiczeniu minimum dwa razy w tygodniu, stawianiu siebie na pierwszym miejscu oraz na oszczędzaniu. Do pewnego momentu, miałam poczucie, że ze wszystkim idzie mi świetnie, a moje obrane cele, realizowały się tak jakby same. Nie było dla mnie trudnym zmotywowanie się do ćwiczeń, chociaż i tak planuję z minimum dwóch treningów w tygodniu podnieść tę liczbę finalnie do ćwiczeń minimum co drugi dzień. Z oszczędzaniem też poszło mi całkiem nieźle. Tak myślałam, do momentu, w którym podliczyłam wszystkie wydane przeze mnie pieniądze w ciągu trzech miesięcy.

Lista zakupów uśpiła moją czujność

Jestem zwolenniczką planowania wszystkich wydatków, tym bardziej, jeśli mowa o ubraniach. Odkąd pamiętam koniec zimy i lata to dla mnie czas poszukiwania nowych ubrań, które znajdują się na mojej liście zakupów. O ile sam zamysł listy zakupów, jeśli chodzi o planowanie garderoby, jest bardzo mądrym podejściem, to muszę przyznać, że ja gdzieś się w tym wszystkim pogubiłam. Jeszcze kilka tygodni temu tworzyłam swoją własną listę ubrań, które chciałabym kupić. Dzisiaj już tego nie robię i nie mam nadzieję, że nie wrócę do tego nawyku napędzającego moje niekończące się wydatki na odzież. W moim przypadku określenie „planowałam to kupić”, „jest na mojej liście zakupów” kompletnie rozgrzeszało mnie z każdej kolejnej decyzji zakupowej. Nawet w momencie, kiedy czułam, że już chyba za dużo nowych ubrań w tym sezonie. Zawsze wtedy przez moją głowę przechodziła myśl, że przecież to zakup spowodowany moją faktyczną potrzebą. Nie byłam wtedy świadoma tego, że to potrzeba samych zakupów i emocji z tym związanych.

Przez pierwsze trzy miesiące roku, kompletowałam swoją garderobę, kupując ubrania, których brakowało w mojej szafie. Wśród nich znalazły się nowe marynarki, niektóre udało mi się upolować po okazyjnej cenie na Vinted, kurtka wełniana, mokasyny w dwóch różnych kolorach, slingbacki i tak dalej, i tak dalej. Aż wstyd mi przed samą sobą wymieniać wszystkie te elementy. Do pewnego momentu, nawet nie byłam świadoma tego, jak wiele nowych rzeczy się uzbierało w mojej szafie w tak krótkim czasie. Cały czas miałam wrażenie, że mam wszystko pod kontrolą. 

oszczędzać

Houston, chyba mamy problem

Dopiero w momencie podliczania wszystkich wydanych przeze mnie pieniędzy, z każdą kolejną płatnością widniejącą na moim koncie, łapałam się za głowę. W ciągu trzech miesięcy wydałam 1,5 mojego planowanego budżetu na ten rok. Z pieniędzmi zawsze tak jest, wydawane niekontrolowanie, ulatniają się z naszych kont w zastraszającym tempie. Z początku miałam wrażenie, że bardzo dobrze to wszystko kontroluję, przecież planuję każdy zakup, który znajduje się na mojej liście. Nie wzięłam pod uwagę tego, że próbując zaspokoić wszystkie swoje potrzeby zakupowe od ręki, wyrządzam tym samym szkodę sobie. 

O ile reszta moich noworocznych postanowień okazała się strzałem w dziesiątkę, to muszę przyznać się do tego, że oszczędzanie, a raczej odmawianie sobie zakupów nie jest moją mocną stroną. I jak uważałam, że całkiem nieźle radzę sobie ze swoimi finansami, tak teraz wiem, że się myliłam. Każda porażka uczy nas czegoś nowego o nas. Moja pokazała mi, że nie kontroluję swoich pieniędzy tym bardziej, jeśli chodzi o ubrania. Zamiast rozplanować budżet na cały rok, dokupując z czasem to, co chcę, kupowałam wszystko na hurra, jeśli tylko spełniało moje oczekiwania na tyle, że zdecydowałam się sięgnąć do swojego portfela. Doszłam również do tego, że zakupy są dla mnie gonitwą za czymś, czego mi brakuje, a tego po prostu nie mam i zapewne nigdy nie będę mieć. Uciekam w nie od swoich emocji, którymi nie potrafię się odpowiednio zaopiekować. Cieszę się z tej nauki, jaką wyciągnęłam ze swojej mini porażki. Szkoda, że przydarzyła mi się ona tak późno, chociaż… lepiej późno niż wcale, nie?