OOTD#14

Olga Przez Olga2 minuty czytania253 odsłony

Ostatnie trzy tygodnie nauczyły mnie wielu, ważnych dla mnie rzeczy. Nie bez powodu piszę to przy wpisie o tematyce OOTD#14. Chciałabym zachować tutaj równowagę między tym co nie do końca przyjemne, a tym co kojarzy się z czymś miłym – w tym przypadku są to zdjęcia stylizacji.

Odkąd pamiętam, marzę o własnym biznesie. Nie wiem, czy zaczęło się to w technikum, kiedy robiłam wszystko, żeby pogodzić czas na szkołę z czasem na pracę. A pracowałam wtedy jako kelnerka i pokojówka w jednym z najpiękniejszych domów weselnych w Karkonoszach. Chciałabym mieć własną firmę, w której sama sobie będę szefem. Potrzebuję miejsca, które pozwoli mi na wyzbycie się poczucia presji spowodowanej tabelkami przyjmującymi numer pracownika i procentową produktywność i niedopuszczającymi do siebie, że człowiek to nie robot. I nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko ciężkiej pracy. Chociaż to określenie jest bardzo względne. Każdy z nas pojęcie ciężkiej pracy definiuje wedle własnych predyspozycji oraz możliwości, zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Dla mnie praca pod zaznaczam – niepotrzebną – presją jest toksyczna dla człowieka i dla samej pracy.

Od mojego ukończenia technikum minęło już ponad dziesięć lat. W tym czasie przerobiłam kilka prac, lepszych i gorszych. Dusząc się w korporacyjnej atmosferze. Będąc pracownikiem na najniższym szczeblu. Wykonując pracę, która nie zna słów inspiracja i kreatywność. Dopiero kilka tygodni temu doszłam do jednego z najważniejszych wniosków, co jest również zasługą mojej terapii. Moim powodem niewystartowania z własną firmą były wątpliwości, które prowadziły do kilku stwierdzeń, zaś ich skutecznym zadaniem było podciąć mi skrzydła. „Nie poradzę sobie”, „Nie uda mi się”, „Nikt tego nie kupi”. Ale… to nie były moje wątpliwości, a bliskich mi osób, które chcąc mnie „chronić” dawały dobre rady o tym, co robić, żeby wieść spokojne życie. A jeżeli mi się nie uda? To czy coś się stanie?

ich skutecznym zadaniem było podciąć mi skrzydła. „Nie poradzę sobie”,

„Nie uda mi się”, „Nikt tego nie kupi”

My tu pitu, pitu – a tu przecież chodzi o OOTD#14

Wróćmy więc od OOTD#14, sukienkę zapewne mieliście okazję już zobaczyć w moich stylizacjach z Włoch. Zestawiłam ją z klapkami od Ryłko. To te, które zdecydowałam się przemalować farbą do wyrobów skórzanych. I serio! Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak wyglądają po dwóch miesiącach ciągłego użytku. Nigdzie nie widać odprysków farby ani przetarć, zupełnie tak jakby kolor skóry był uzyskany fabrycznie. Przez ten, niespodziewanie dobry, efekt co jakiś czas zastanawiam się, czy nie mam jeszcze jakiś skórzanych butów do odświeżenia lub zmiany koloru. W tej lekkiej stylizacji nie mogło zabraknąć letniego kosza, który myślę, że prezentuje się najlepiej na bagażniku Bezy.

Sukienka – Zara, tegoroczna kolekcja, już niedostępna,
klapki – Ryłko, po przeróbkach,
koszyk – Dille&Kamille,

sukienka lniana
OOTD#14
koszyk Dille&Kamille
pszczoła w locie
Sukienka Zara
Ważka
OOTD#14
Vespa Primavera
OOTD#14