Mogłabym ją podkraść z szafy Tomka, gdyby tylko taką miał. W momencie pisania tego wpisu pomyślałam, że mogłam kupić koszulę jemu, a korzystalibyśmy we dwójkę. Męską szafę w domu cenię za niemożliwie wygodne ciuchy, których mi nie szkoda kiedy niechcący się ubrudzą. Pewnie dlatego, że nie są moje.

Od ponad czterech tygodni, na mojej liście zakupów była błękitna koszula, najlepiej lniana. A od momentu, w którym o niej pomyślałam, mam wrażenie jakby opanowała ona cały Instagram. Zupełnie tak jakby dopasowywanie reklam dla użytkowników weszło na jeszcze wyższy level. Level czytania w myślach. Czułam wtedy tak jakby cały internet podpuszczał mnie do szybszego zakupu, na ucho szepcząc „No weeeź, nie kupisz tej koszuli?”. To psychologiczne zjawisko i ma swoją fachową nazwę. W momencie kiedy coś Wam się spodoba, macie wrażenie jakbyście widzieli to na każdym kroku. Tak jakby nasz umysł podświadomie szukał tego w naszym otoczeniu. Mam tak w wielu przypadkach. Kiedy kupiłam Mini, widziałam je

wszędzie, w drodze do pracy, na parkingu pod sklepem. Nagle każdy jeździł Cooperem.

Mimo tego, z dumą na twarzy mogę powiedzieć, że proponowane reklamy nie pośpieszyły mnie do zakupu. Mam wrażenie, że sprawiły nawet, że stałam się bardziej „ostrożna” na zakupy, jakkolwiek dziwnie może to brzmieć. Grzecznie wyczekiwałam odpowiedniej okazji i oczywiście też promocji. No i się doczekałam, koszula uszyta z mieszanki lnu i bawełny za czterdzieści złotych. Taka oferta, że aż żal było nie brać. Przynajmniej takie usprawiedliwienie na swoje kolejne zakupy zaserwowałam Tomaszkowi. Zrozumiał i wymownie się uśmiechnął.

Koszula – H&M,
spodnie –Massimo Dutti,
loafersy – H&M,

must have
must have
must have
outfit of the day
błękitna koszula
loafersy