Zmartwienia i stres mają bardzo duży i negatywny wpływ na nasze zdrowie, również fizyczne. Nie tylko zaprzątają nam myśli i nie pozwalają na skoncentrowanie się na tym, co dla nas istotne psując każdy dzień. Te odpowiednio długo tkwiące w nas mogą objawiać się fizycznymi dolegliwościami w całym ciele, które okazują się trudne do zdiagnozowania. Przez długi czas odczuwałam silne bóle w okolicach karku, na które nikt nie był w stanie nic poradzić. Badania nie wykazywały nic, co mogłoby powodować dolegliwości, które uprzykrzały mi każdy dzień. Dopiero polecone przez moją terapeutkę relaksacje pomogły mi na pozbycie się bólu. Zmartwienia, to było to, co sprawiało, że czułam się po prostu źle. Martwię się, ale jak tutaj się nie martwić? Jakiś czas temu wpadłam na książkę Dale Carnegie „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”, w tamtym momencie potrzebowałam czegoś, co wyjaśni mi, skąd biorą się moje zmartwienia i problemy. Nie oczekiwałam, że pozycja ta będzie tym, co rozwiąże wszystkie moje problemy, potrzebowałam raczej punktu odniesienia i możliwości spojrzenia na wszystko, co robię z zupełnie innej perspektywy.

Zajmij się czymś, daj się pochłonąć pasji 

Coraz bardziej zagłębiając się w lekturę, z każdym kolejnym rozdziałem uświadamiałam sobie, że w pewnym momencie moje troski przejęły władzę nad całym moim życiem. Każda myśl była powiązana z tym, czym się martwiłam, praca, zdrowie i wszystko inne. Każdą swoją wolną chwilę poświęcałam na myślenie. Nie próbowałam nawet skupić swoich myśli na moich pasjach i zainteresowaniach, czyli tym, co pomaga mi oderwać się od problemów, oczyścić głowę i spróbować spojrzeć na nie z innej perspektywy, na chłodno, bez dodatkowych emocji. Odrzuciłam szycie, nagrywanie filmów na kanał, zamiast rzucić się w wir pracy, ja rzucałam się w nieskończony wir myśli.

Nie zaprzątaj sobie głowy drobiazgami 

Jestem mistrzem w zaprzątaniu sobie głowy małymi, rzeczami. Gdyby ktoś zapytał mnie co jest moją super mocą mogłabym odpowiedzieć, że potrafię sprawić, że błahy i niewielki problem urośnie w mojej głowie do tego ze skali światowych, mających znaczący wpływ na moje życie. Ciągłe rozmyślanie o drobiazgach sprawia, że wpadam natłok myśli, z którego trudno mi się wydostać. Oczywiście, nie chodzi mi o to, aby odrzucać od siebie każdą z błahych spraw, ale myślę, że warto określić na, ile faktycznie ważna jest dana kwestia i poświęcić na nią odpowiednią ilość swojego czasu i energii. 

Zastanów się, ile Twojego życia warta jest dana rzecz i nie poświęcaj na nią ani minuty dłużej 

Stłuczona szklanka, zgubiony portfel czy może złe wyniki badań? Zanim zaczniesz brać sobie do głowy, zastanów się, jak ważna dla Ciebie jest dana rzecz, którą zaprzątasz swoje myśli. My, kobiety, mamy bardzo duże skłonności do ciągłego analizowania i poświęcania naszego czasu wszystkiemu dookoła. Bardzo rzadko w ogóle zastanawiamy się nad tym, czy w ogóle warto? Czy dana rzecz jest warta tego, aby poświęcać na nią znaczną część naszego dnia? Dlatego, zanim ponownie wrzucisz się w wir analizowania, pomyśl, ile Twojego czasu warta jest dana sprawa, a później już po prostu do niej nie wracaj. Ciągłe roztrząsanie na nowo, nigdy nie wnosi nic nowego. 

Na, ile prawdopodobne jest to, że scenariusz z Twojej głowy w ogóle się wydarzy.

Nie jestem optymistką, ale nie nazwałabym siebie też pesymistką, bardziej określiłabym siebie jako realistkę. Jeśli spotykają mnie jakieś problemy, to zawsze staram się zakładać najgorszy z możliwych scenariusz. Natomiast nigdy nie zastanawiałam się nad tym na, ile prawdopodobne jest, że dany scenariusz się w ogóle wydarzy. Okazuje się, że stosunkowo rzadko. Oczywiście, nie namawiam Cię tutaj do obliczania rachunku prawdopodobieństwa, ale jeśli jesteś pesymistką, a wynik każdej sytuacji widzisz w negatywnych barwach, może warto przemyśleć wszystkie aspekty i zastanowić się, czy dany scenariusz, który zakładasz, ma szansę w ogóle się wydarzyć?

Co się stało to się nie odstanie

A jeśli tak, to warto po prostu się z tym pogodzić. Przez pewien czas problem z pogodzeniem się ze swoim losem, bardzo tkwił w mojej głowie. Cały czas karałam siebie mentalnie za popełniane błędy, których nie mogłam uniknąć w swoim życiu. Zamiast po prostu przyjąć je do siebie, wyciągnąć wnioski i iść dalej. Tkwiło we mnie poczucie żalu i niesprawiedliwości. Dlaczego ja, dlaczego akurat mi się to wszystko przytrafia? Wyuczyłam się mechanizmu, który działał na mnie bardzo destrukcyjnie. Uwielbiałam wtedy płakać nad rozlanym mlekiem. Patrząc na wiele z tych zachowań, z perspektywy czasu dociera do mnie, jak bardzo sabotowałam sama siebie i jak wielki wpływ miało to na moje samopoczucie. Co się stało, to się nie odstanie, a dzisiaj już nie widzę powodu, dla którego miałabym użalać się nad tym, co okazało się przykre dla mnie w skutkach. 

Szukaj powodu do radości

Jakiś czas temu zatrzasnęłam klucze w garażu, pozbawiając siebie dostępu zarówno do garażu, jak i do domu. Pech chciał, że w tym samym momencie moja druga połówka była tysiąc kilometrów ode mnie. Usunięcie zamka przez ślusarza i wymiana na nowy kosztowała mnie dużo pieniędzy i nerwów. Na następny dzień śmiałam się sama z siebie. Zamiast tkwić w negatywnych emocjach spowodowanych dodatkowym wydatkiem, pomyślałam o całej sytuacji jako o drogiej dla mnie lekcji. Teraz przynajmniej wiem, jak usuwa się zamki z drzwi. We wszystkim warto próbować dostrzec coś pozytywnego, bez względu na to w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźliśmy. 

Jak przestać się martwić

Nie oczekuj, tym bardziej wdzięczności

Zastanów się, ile razy rozczarowałaś się czyimś zachowaniem w stosunku do Ciebie, odpowiedzią czy reakcją na zaoferowaną pomoc. Bardzo często zdarza się, że dając coś od siebie, oczekujemy czegoś w zamian, chociażby wdzięczności. Nasze oczekiwania to jedne z powodów, które przynoszą nam częste rozczarowania i powodują nasz zawód. Żeby tego uniknąć, najlepiej nie oczekiwać niczego. Pomagać i dawać dla samej radości z tego płynącej. Nie raz przekonałam się na swojej skórze, że nie ma nic gorszego od niespełnionych oczekiwań, które pozostawiają po sobie bardzo nieprzyjemne uczucie zawodu.

Nie trać ani minuty swojego czasu na myślenie o ludziach, których nie lubisz 

To jedna z tych rad, którą wzięłam sobie do serca. Dzięki niej przez ostatnie kilka dni zaczęłam robić coraz większe porządki w kontach, które obserwuję w social mediach oraz w znajomych, których wolałabym tam nie widzieć. To nic złego kogoś nie lubić. Złe natomiast jest, tkwienie w „relacjach”, które przynoszą nam więcej szkody niż pożytku. Nie warto poświęcać im swój czas, a tym bardziej zaprzątać sobie nimi głowę. 

Nie przejmuj się bezsennością, nikt jeszcze na nią nie umarł. 

Jeśli nie możesz spać, to po prostu nie kładź się do łóżka. Zajmij się czymś, co pochłonie Twoje myśli, zamiast leżeć i stresować się tym, że znów nie możesz zasnąć. Tym sposobem czas, który normalnie poświęciłabyś na leżenie w łóżku i zamartwianie się, że znów nie będziesz wyspana do pracy lub na uczelnię, wykorzystaj na coś, co pomoże Ci się rozwinąć. Pisanie, czytanie, a nawet naukę. 

Żyj tu i teraz 

Odgrodzenie się od przeszłości i nierozpamiętywanie tego, co było, ale też i nieprzewidywanie przyszłości i nierozmyślanie o tym, co nas jeszcze czeka, to jedna z tych rad, które mogą brzmieć banalnie. Jednak po głębszym, zastanowieniu się, wydaje się ona być jedną z tych, która uchroni nas przed dumaniem i zbędnym nastawianiem się na coś, co w ogóle może się nie wydarzyć lub już się wydarzyło, a my nie możemy nic z tym zrobić. Przyznam się, że przez długi czas byłam mistrzynią w przewidywaniu przyszłych wydarzeń w moim życiu. Starałam się analizować wszystko, przewidywać co może się wydarzyć i przygotowywać na ewentualne sytuacje, które w znacznej większości przypadków w ogóle nie miały swojego miejsca.

Odpowiedź na pytanie „Jak przestać się martwić?” nie jest taka łatwa i oczywista. Nie ma jednej konkretnej odpowiedzi. Zmartwienia to jednak kwestia bardzo subiektywna, zależna od nas i naszych uczuć. Dlatego warto samemu przypatrzyć się sobie, swoim zachowaniom i wyuczonym mechanizmom myślenia, te mogą okazać się tym, co sprawia, że wpadamy w spiralę zmartwień jak chomik w kołowrotek, z tym że chomik czerpie z niego faktyczną przyjemność. Czy zamartwianie się czymś, na co nie masz większego wpływu, przynosi jakąś radość, czy w ogóle coś zmienia?