Black Friday, a w tłumaczeniu Czarny Piątek, przybył do nas ze Stanów Zjednoczonych. Jest dniem, który zaraz po Dniu Dziękczynienia w Stanach rozpoczyna okres zakupowy przed Świętami Bożego Narodzenia. Z powodów czysto komercyjnych i zarobkowych, Black Friday został sprawnie przechwycony przez inne kraje. Biznes jest biznes. Coraz to bardziej umiejętne sterowanie emocjami konsumentów, nierzadko sprawia, że pod ich wpływem wydajemy znacznie więcej, niż zakładamy. Jak zatem uniknąć zbędnych nowości i minusowego budżetu? Jak nie wydać bezmyślnie wszystkich pieniędzy w Black Friday?

Zanim to wszystko się zacznie

Pierwszą z rzeczy, jaką warto zrobić jeszcze przed samym startem bombardowania nas informacjami o czarnym piątku i promocjach stworzonych specjalnie z myślą o nim, to wyczyszczenie swojego maila ze zbędnych newsletterów. Te, w większości przypadków, potęgują poczucie presji zakupowej, nierzadko zaśmiecając naszą skrzynkę odbiorczą, utrudniając nam nie tylko utrzymanie porządku na mailu, ale też i oszczędzanie ;).

Czy faktycznie tego potrzebuję.

W tym roku pierwszą informację o nadchodzącym Black Friday zobaczyłam już drugiego listopada, czyli prawie miesiąc przed tym konkretnym dniem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że reklamy o nadchodzącym okresie obniżek, z dnia na dzień widywałam coraz częściej. I jak na samym początku tego miesiąca myśląc o nadchodzącym dniu wyprzedaży, byłam pewna, że kompletnie nic nie jest mi potrzebne. Tak dzisiaj muszę przyznać, że bardzo opornie, ale ulegam tym informacjom, próbując znaleźć w swojej głowie, coś, co mogłabym kupić po niższej cenie, a co by mi się przydało. No i oczywiście, znalazłam, ale to nie znaczy, że trafiło to od razu na moją listę zakupów. Najpierw się nad tym porządnie zastanowiłam czy faktycznie tego potrzebuję? Czy jest to moja chwilowa zachcianka, którą w przypływie emocji chcę po prostu spełnić? Zdążyłam się już nauczyć, że zakupy pod wpływem emocji bardzo rzadko okazują się tymi trafionymi. Dlatego od jakiegoś czasu każdy konkretny produkt, zanim trafi na moją listę zakupów, trafia na tzw. listę rezerwową. To znaczy, że decyzję o jego zakupie podejmuję dopiero wtedy, kiedy po kilku dniach nadal jestem pewna tego, że warto go kupić i będzie mi on służył. Tym sposobem udaje mi się uniknąć kupna rzeczy, co do których moja potrzeba posiadania nie była aż tak wielka, jak myślałam na samym początku. Sporządzenie listy zakupów sprawdza się świetnie przed sezonowymi obniżkami i pozwala na zaoszczędzenie na produktach, które i tak potrzebujemy kupić w niedalekiej przyszłości.

Nasz Black Friday to nie ten sam Black Friday co w Stanach

Torba zakupowa na black friday

Taka jest przykra prawda. O ile w Stanach black friday jest dniem, w którym bardzo duże obniżki i niskie ceny produktów są powodem iście dantejskich scen. O tyle black friday w Europie jest wykorzystywany jako magnes przyciągający klientów. W większych sieciach sklepów często stosuje się mechanizm podwyższania ceny produktu przed jego obniżką. Co bardzo często jest efektem zakupu konkretnych produktów w promocyjnej cenie obniżonej o 20%, która tak naprawdę, jest ich regularną ceną. Jako konsument, nie lubię być robiona w bambuko i od pewnego czasu zaczęłam sprawdzać ceny konkretnych produktów, które mnie interesują. Kiedy któryś z nich znajduje się na mojej liście zakupów, to zawsze w towarzystwie swojej regularnej ceny. Mam wtedy pewność, że kupuję go po faktycznej, a nie udawanej, obniżce. Zdarza się też, że jakiś produkt znajdzie się na mojej liście niespodziewanie, a jest mi on faktycznie potrzebny na teraz. Wtedy z pomocą przychodzi Ceneo.pl, dające możliwość sprawdzenia historii ceny danego produktu w skali roku.

Grosz do grosza

Black Friday jest jedną z okazji, dzięki której możemy zaopatrzyć się w prezenty dla całej rodziny, nawet jeśli miałyby być po 20% obniżce. Od zawsze wychodzę z założenia, że nawet minimalnie obniżona cena jest lepsza niż regularna. Grosz do grosza, a będzie kokosza. Dlatego też zawsze warto mieć listę zakupów, która pomoże nam w czasie największej piątkowej gorączki. Tym samym da nam pogląd na zaoszczędzone przez nas pieniądze.

O ile okresowe promocje są normalnym narzędziem w każdej branży, jeśli tylko są odpowiednio i z umiarem wykorzystywane, o tyle bombardowanie

konsumenta z każdej strony informacjami o nadchodzącej promocji i wywieranie na nim presji zakupów, jest moim zdaniem jednym z nieodpowiednich zachowań. A tych dopuszczają się zwykle największe marki, wyciągające rączki po nasze pieniądze, które korzystają na naszych szybkich i nie zawsze przemyślanych decyzjach zakupowych spowodowanych „wysokimi” obniżkami. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że z roku na rok przybywa nam kolejnych okazji i świąt idealnych do wprowadzania obniżek cenowych. Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Singla, Black Friday, Blue Monday, kto wie, co jeszcze zaserwują nam w następnych latach. Wiadomo nie od dzisiaj, że magiczne obniżki działają na nas, konsumentów, jak magnes. A połączone z cwaną promocją, są dobrze przemyślanym zabiegiem, który wywiera na nas presję zakupów.